Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 maja 2016
103. O ostatnich dniach słów kilka..
Jestem, żyję, mam się dobrze. Ale oszukiwać nie będę, że odkąd poszłam do pracy nic się u mnie nie zmieniło, bo zmieniło się wiele..
piątek, 6 maja 2016
99. Opowieść o ślepiej kurze.
Zapowiadało się pięknie, w głowie ułożony miałam plan pisania powtórzony w myślach kilka razy. Siadam więc do pisania, bo moment odpowiedni się znalazł. I co? Wielka pustka.. Zacznijmy więc od początku..
Szukaliście kiedykolwiek pracy? Jeśli nie, jesteście mega szczęściarzami. Jeśli szukaliście - wiecie jak jest ciężko znaleźć tę jedną wymarzoną..
Szukaliście kiedykolwiek pracy? Jeśli nie, jesteście mega szczęściarzami. Jeśli szukaliście - wiecie jak jest ciężko znaleźć tę jedną wymarzoną..
środa, 20 kwietnia 2016
92. Mamy diagnozę..
Ci, którzy tu zaglądają wiedzą, że nasz pieseł miał bąbla. Pisałam o nim o tu [klik]. Nie był to Prima Aprilisowy żart.
1wszego wstępna diagnoza
4go badania przed zabiegiem
6go sam zabieg.
Dziś już dokładnie wiem co i jak..
1wszego wstępna diagnoza
4go badania przed zabiegiem
6go sam zabieg.
Dziś już dokładnie wiem co i jak..
piątek, 15 kwietnia 2016
88. Zaginiona
Ostatnio coś zagoniona jesteś - usłyszałam dzisiaj rano. No i racja. Ten tydzień to jakaś jedna wielka kumulacja obowiązków, które bombardują mnie z każdej strony. Cały czas w biegu, gdzieś coś załatwiam, a to lekarz, a to co inne. A do tego codzienne obowiązki domowe. Dawno nie miałam takiego tygodnia. Zaczęłam od wizyty u pediatry
piątek, 8 kwietnia 2016
83. Zakupowo
Ubieracie się w dyskontach? Sklepach typu LIDL czy BIEDRONKA?
Ja może nie zawsze potrafię znaleźć coś dla siebie, ze względu na kształty, aczkolwiek lubię. Dzieci też lubią ciuchy kupione właśnie tam. Jeszcze lepiej, jak im się podoba, a ja kupię za psie pieniądze. Tak właśnie było i ostatnio. Może całych zakupów nie planowałam, aczkolwiek nie żałuję zakupionych cudów.
wtorek, 5 kwietnia 2016
81. Dzień pełen niespodzianek.
Już dawno nie byłam tak zmęczona. Niby nic takiego nie
robiłam, a jednak nogi wychodzą mi z tyłka. Fakt – chodziłam dzisiaj więcej niż
zwykle + obcasy z racji rozmowy kwalifikacyjnej, ale nie była to jakaś kosmiczna
trasa. Jednak dzień był dziś dla mnie łaskawy..
piątek, 1 kwietnia 2016
79. Dopadło i nas..
Dziś post nie będzie wesoły, raczej dość smutny, ale prawdziwy.
Guz nowotworowy złośliwy - o nim dzisiaj będzie mowa.
Przyszedł tak niespodziewanie, zasiedział się, trzeba go wygonić..
niedziela, 27 marca 2016
sobota, 19 marca 2016
71. Co z tymi ludźmi?
Sobota. Niby nic ciekawego się w nią nie robi. Sprzątanie, pranie, gotowanie, pieczenie. Można wymieniać bez końca domowe rozrywki. Ale ja, zachęcona widzianym wczoraj postem na Facebook'u, że w Fashion House Outlet Centre, który znajduje się niedaleko mnie, postanowiłam, że dziś muszę tam zawitać. Rozchodziło się o takowe zdjęcia.
Fajne ceny? Ciekawe buty? Byłam, widziałam..
czwartek, 17 marca 2016
70. Mój wiśniowy raj
Uf. Usiadłam dopiero na sekundę, dosłownie na kilka minut. Cały poranek zabiegany. Ale to mało istotne.
Z rzeczy istotniejszych, byłyśmy wczoraj z młodą w szkole na dniach otwartych. Radość w jej oczach - nie do opisania. Była tak podjarana tym, co się działo, gdy poszli pooglądać szkołę. Lawina obelg w moim kierunku runie, ale co tam. Moja 6-cioletnia córka idzie od września do szkoły. W zasadzie nie ją pierwszą puszczam do szkoły jako sześciolatkę, starszak też do szkoły w tym wieku poszła. I również był to mój wybór, moja decyzja. Dla mnie w tym momencie nie ma lepszej.
Poza tym.
Jakiś czas temu na pewnych urodzinach jadłam pyszne ciasto. Z tym, że ono było kupcze, więc nie wiedziałam jak rozgryźć masę, którą owe ciasto miało. Znalazłam w necie coś podobnego, coś pozmieniałam, swoje dodałam, zrobiłam i włala.
Stety - wyszło pyszne.
Niestety - nie był to ten smak, więc muszę szukać dalej.
Ale tym przepisem podzielę się z Wami, no bo jak?
poniedziałek, 29 lutego 2016
61. Ferie wracajcie!
Zupełnie nie wiem kto wymyślił wstawanie do szkoły po dwóch tygodniach dychania! Tak strasznie mi się nie chciało, chociaż spać późno wczoraj nie poszłam. Ale wstałam, więc przecieram oczy, biorę kawę i siadam, by się do końca rozbudzić.
Końcówka ferii, a raczej już weekendu zapowiadała się dość nudno. Za oknem szaro, buro i ponuro, kaloryfer włączony, więc nie tylko my korzystaliśmy z uroków tego ustrojstwa, nasza suka również.
Końcówka ferii, a raczej już weekendu zapowiadała się dość nudno. Za oknem szaro, buro i ponuro, kaloryfer włączony, więc nie tylko my korzystaliśmy z uroków tego ustrojstwa, nasza suka również.
niedziela, 21 lutego 2016
57. Mały wielki powrót
Hej hej.
Witam Was po tak "długiej" przerwie. Choroba już prawie opuściła mnie na dobre. Wiecie jak ja dawno nie miałam okazji od tak po prostu chorować? Ale tak na prawdę z leżeniem w łóżku i nic nie robieniem? Chyba jeszcze za panny, czyli sporo czasu temu. Tym razem pech chciał, że rozłożyło mnie na wyjeździe do mamy, co dla mnie okazało się być szczęśliwym trafem, bo tutaj gdy się poczułam gorzej, po prostu szłam się położyć. Wiem, że w domu nie mogłabym się do końca oddać chorobie. Co moje to wyleżałam, a w przypływie energii zrobiłam ciasto, innego dnia obiad. Dziś, poza lekkim katarem i kaszlem, po chorobie śladu już nie ma, co mnie niezmiernie cieszy. Młoda też już dochodzi do siebie. A w połowie gdzieś dołączył do nas starszak, ale tylko kaszlowo/katarowo, więc też źle nie ma.
Przez ten cały okres choroby, pech mnie jednak opuścił. Pewnie jak wiele osób z Was i ja będę testować nowe smaki MONTE dzięki TRND. Co prawda w Kauflandzie na zakupach nie byłam, ale mam jeszcze czas.
Połowa ferii za nami, pogoda nas nie rozpieszcza, nie pada śnieg, ale deszcz i owszem.
Miałam plany podzielić się z Wami z ferie kilkoma przepisami. Zabrałam ze sobą zdjęcia, ale kajecika zapomniałam.. więc musicie jeszcze troszkę wytrzymać.
A tymczasem lecę na poranną kawę.
Udanej niedzieli!
Witam Was po tak "długiej" przerwie. Choroba już prawie opuściła mnie na dobre. Wiecie jak ja dawno nie miałam okazji od tak po prostu chorować? Ale tak na prawdę z leżeniem w łóżku i nic nie robieniem? Chyba jeszcze za panny, czyli sporo czasu temu. Tym razem pech chciał, że rozłożyło mnie na wyjeździe do mamy, co dla mnie okazało się być szczęśliwym trafem, bo tutaj gdy się poczułam gorzej, po prostu szłam się położyć. Wiem, że w domu nie mogłabym się do końca oddać chorobie. Co moje to wyleżałam, a w przypływie energii zrobiłam ciasto, innego dnia obiad. Dziś, poza lekkim katarem i kaszlem, po chorobie śladu już nie ma, co mnie niezmiernie cieszy. Młoda też już dochodzi do siebie. A w połowie gdzieś dołączył do nas starszak, ale tylko kaszlowo/katarowo, więc też źle nie ma.
Przez ten cały okres choroby, pech mnie jednak opuścił. Pewnie jak wiele osób z Was i ja będę testować nowe smaki MONTE dzięki TRND. Co prawda w Kauflandzie na zakupach nie byłam, ale mam jeszcze czas.
Połowa ferii za nami, pogoda nas nie rozpieszcza, nie pada śnieg, ale deszcz i owszem.
Miałam plany podzielić się z Wami z ferie kilkoma przepisami. Zabrałam ze sobą zdjęcia, ale kajecika zapomniałam.. więc musicie jeszcze troszkę wytrzymać.
A tymczasem lecę na poranną kawę.
Udanej niedzieli!
środa, 17 lutego 2016
56. Jeden taki dzień do roku.
Jest jeden taki dzień do roku, w którym każdy z nas, ale z osobna i w ten dzień tylko dla niego, powinien czuć się wyjątkowo. Są to tak zwane URODZINY.
Takowy dzień ja miałam właśnie wczoraj. Jak to się mówi - licznik bije.
Takowy dzień ja miałam właśnie wczoraj. Jak to się mówi - licznik bije.
poniedziałek, 15 lutego 2016
54. Ciężko lekko żyć
Za mną dawno nie przespana noc, daaawno takiej w moim scenariuszu nie było. A to wszystko z racji rozwijającego się przeziębienia? [oby] najmłodszej paskudy. Tu już zawitały do nas schody. O ile, gdy w domu siedzieliśmy, temperatura spadła i nie podnosiła się, o tyle, kiedy wyruszyliśmy na ferie, coś zaczęło się dziać. W drodze na szczęście był to tylko kaszel. Na miejscu okazało się jednak, że gorączka powróciła i to już znacznie. I co dalej? Na ten moment w planie mam herbatę z miodem. Tak właśnie przywitam podkarpacie.
Nie chorujcie!
Nie chorujcie!

niedziela, 14 lutego 2016
53. Walentynki
Dziś krótko, bo i trochę sił brakuje.
Wszystkim dużo miłości i serdeczności. Miłości wiadomo od drugiej połówki, ale serdeczności już od każdego. Nie ważne czy to brat, siostra, wujek, ciotka, przyjaciółka, czy kolega, nie bądźmy dla innych oschli, nie tylko dziś ;)
A teraz siups. Lecę się ubrać i do apteki? Coś złapało najmłodsze. Nie polecam!
o zgrozo..
Wszystkim dużo miłości i serdeczności. Miłości wiadomo od drugiej połówki, ale serdeczności już od każdego. Nie ważne czy to brat, siostra, wujek, ciotka, przyjaciółka, czy kolega, nie bądźmy dla innych oschli, nie tylko dziś ;)
A teraz siups. Lecę się ubrać i do apteki? Coś złapało najmłodsze. Nie polecam!
o zgrozo..
środa, 27 stycznia 2016
45. O lekarzach i ich błędach.
Może w 100% pewna nie będę i oczywiście nie życzę tego nikomu, jednak większość z nas spotkała się z błędnie postawioną diagnozą lekarską.
Wczorajszy wpis Aśki z Czasem tak jest [klik] nie tyle przypomniał mi co działo się u nas w 2009 roku, ale zmobilizował mnie do napisania właśnie tego wpisu.
Wczorajszy wpis Aśki z Czasem tak jest [klik] nie tyle przypomniał mi co działo się u nas w 2009 roku, ale zmobilizował mnie do napisania właśnie tego wpisu.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
42. Chciałam być grzeczną dziewczynką
Dzieciaki już spały, mąż poszedł do pracy. Cisza. Postanowiłam być grzeczną dziewczynką, iść spać o przyzwoitej porze. Wskoczyłam do łóżka, zapaliłam lampkę, wzięłam do ręki książkę, przeczytałam calutką, do końca. Odłożyłam ją na półkę, zgasiłam lampkę. Ułożyłam się do snu.
czwartek, 14 stycznia 2016
40. bez tytułu
Dopiero tydzień się zaczął a już mamy czwartek. Pogoda za oknem nas nie rozpieszcza, ni to jesień ni to zima. Śniegu brak, a na dworze tak nijak. Mojego małego paskuda coś zbiera, dopiero dzisiaj coś tam się ujawniło z rana, lekki kaszelek i ból gardła. Zobaczymy co będzie jak wróci z przedszkola.
Ja znowu w planach miałam prasowanie, ale plany się diametralnie zmieniły, postanowiłam zrobić "bałagan". Zrobiłam małą rotację między przyszłą jadalnią a przedpokojem, przeniosłam jedną szafkę, oczywiście najpierw musiałam ją opróżnić, zrobić miejsce na nią, a następnie w niej poukładać. Ciut czasu mi to zajęło, bo w międzyczasie przeglądałam co ciekawego tam jest, te mniej ciekawe rzeczy trafiły do kosza. Staram się co jakiś czas zaglądać w różne zakamarki i wyrzucać niepotrzebne rzeczy. Są też takie, jak np. poduszko/narzuta nówka sztuka którą wystawiłam na olx'a. Miałam zrobić to dobry miesiąc temu, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze.
W takim bojowym nastroju uprzątnęłam sporo rzeczy które prosiły się o to od dłuższego czasu. Przez ostatnie remonty z jednego pomieszczenia zrobiła się niezła graciarnia. Stoją tam jeszcze meble z salonu, które czekają na wywiezienie do teściowej. Jak już ich nie będzie wezmę się za dogłębne uprzątnięcie, bo stan rzeczy strasznie mnie denerwuje.
A teraz mały problem mój. A raczej mojej paskudy.
Ma 5 lat. Od kilku nocy budzi się w nocy z przeraźliwym płaczem, mówi przez sen, że się boi, że ją boli, a ja nie potrafię jej w żaden sposób pomóc.
Może miała któraś z Was taki problem? Jak sobie poradziłaś? To, że w nocy muszę do niej wstać to pikuś, bardziej mnie martwi co powoduje, że ma te złe sny. Mam nadzieję, że któraś z Was mi pomoże.
Chciałam pokazać Wam w końcu metamorfozę naszej sypialni. I kurczę nie mogę znaleźć żadnego sensownego zdjęcia przed. Pokażę Wam więc tylko to co mam.
Było..
Różowe tapety, pod nimi kilka innych warstw misiów piesków itd., niebieski kaloryfer. Cud miód..
Jest..
Moje ukochane cegiełki! Nie jest to tapeta, lecz moimi ręcoma zrobione cegiełki. Mąż mnie oczywiście wspomagał.
Ja odmierzałam proporcje, on mieszał, nakładał na ścianę, a ja zajmowałam się wykończeniem.
Same cegły zajęły nam 4 dni, po jednej ścianie na dzień. Przed oczywiście ściąganie tapet, gruntowanie ścian, położenie sufitu, później cegiełki, malowanie ich na biało, jak to sobie wymarzyłam, pomalowanie kaloryfera, żeby już nie straszył i włala! Dla mnie jest cudownie..
A teraz zmykam do sklepu i po marudę.
wtorek, 12 stycznia 2016
39. Weekend weekend, po weekendzie.
Nie wiem jak u Was ale u mnie weekend zawsze mija strasznie szybko, zwłaszcza jak pan mąż idzie do pracy. Tak było i tym razem.
Niedziela była ustalona, leniuchowanie, później obiad, jasełka i gitarra, wyszło jak zawsze inaczej. Do obiadu jeszcze poszło, w obiad maruda zasnęła, przez co pierworodna sama poszła na jasełka, ale jak szybko poszła, tak szybko wróciła.
I tak siedząc czekając na paskudę, przypomniało mi się, że o czymś zapomniałam. Korona. Młoda w poniedziałek ma bal w przedszkolu, księżniczką chce być, mieliśmy zrobić koronę, a ja zapomniałam. Zakasałyśmy więc rękawy i zrobiłyśmy koronę. Najpierw jedną, później bąki robiły sobie korony dla siebie, od tak.
takie efekty naszej pracy
Każda inna, każda wyjątkowa, ale i każda cudowna ;)
Tak więc z rana w poniedziałek królewna poszła do przedszkola na bal
Każde księżniczki są cudowne, ale te nasze są najcudowniejsze <3
Mimo balu, moja księżniczka nie miała humoru, zasnęła w przedszkolu, w domu dała popalić. Zawsze po takim dniu coś ją zbiera, dzisiaj jednak wstała jak gdyby nigdy nic, zadowolona. Zobaczymy co będzie, jak wróci z przedszkola.
Może po prostu miała gorszy dzień - taką mam nadzieję.
Dziś przyjeżdża kurier po różowego, w końcu coś się ruszy. Dzięki temu wiem, że już bliżej niż dalej. I dobrze. Obecny "złomek" jest nie do zniesienia, nic na nim nie ma, a tnie się jak powalony. Ale jak to mówią z braku laku..
I jeszcze jedna niespodzianka mnie dziś czekała. Dziecię me dostało pod choinkę pióro z Herlitz'a. Ledwo odpakowała a już nie działało. Miałam dobre przeczucie, podpowiedziałam "Mikołajowi" że lepiej kupić je na miejscu, żeby w razie czego sprawnie zareklamować. No i pech chciał, że reklamować musiałam. Dziś poszłam dowiedzieć się, czy naprawili. Dostaliśmy nowe, w bardziej dziewczęcym kolorze :) No i co najważniejsze pisze. Więc problem rozwiązany.
Chociaż ciężko się zaczyna tydzień, dla mnie jest on wyjątkowo dobry.
I oby tak było częściej.

piątek, 8 stycznia 2016
37. Cyferki, ach te cyferki
Ostatnie dni jakoś nie mogę wsadzić do jednego wora. To znaczy, są leniwe, ale też pracowite.
Wczoraj na przykład wpadłam do dziewczyn pokoju, złapałam się za głowę, po chwili zakasałam jednak rękawy i do roboty. Nie wiem czy tam bomba nuklearna wybuchła, czy one tak po prostu sobie pobałaganiły. Mniejsza o to. Dzięki sprzątaniu uświadomiłam sobie, że starsza zaczyna nieźle kombinować i kłamać. Niby to tylko drobne oszustwa, ale od nich się właśnie zaczyna.
Tablety są więc pochowane, telewizor i laptop ograniczony. I dzieci się jakieś grzeczniejsze zrobiły. Z chęcią poszły z matką rodzicielką na spacer. Chyba każdemu wyjdzie to na dobre. Nawet mogłabym stwierdzić, że już widać znaczną poprawę w zachowaniu najmłodszego członka rodziny. W ruch poszły klocki i inne zabawki, które od dłuższego czasu leżały gdzieś na dnie.
Ostatnimi czasy otaczają mnie też cyferki. I nie chodzi o rachunki, zakupy, lata czy czas. Pomagam kuzynce w remanencie. A że u mnie z matmą lepiej niż z polskim, nawet nieobowiązkową matmę na maturze pisałam, nie jest to dla mnie uciążliwe, wręcz przeciwnie, sprawia mi to jakiegoś tam rodzaju radość. Niby mała "rzecz" a cieszy.
Dziś krótko, bo od rana do teraz siedziałam w towarzystwie cyferek. A tu obiad trzeba szykować.
Aaaaa zapomniałam napisać.
Nie wytrzymałam dziś, weszłam z rana na wagę. Zaniemówiłam. Waga taka sama jak przed świętami. Więc chyba nie ma źle. Nie taki diabeł straszny.. ;)
Wczoraj na przykład wpadłam do dziewczyn pokoju, złapałam się za głowę, po chwili zakasałam jednak rękawy i do roboty. Nie wiem czy tam bomba nuklearna wybuchła, czy one tak po prostu sobie pobałaganiły. Mniejsza o to. Dzięki sprzątaniu uświadomiłam sobie, że starsza zaczyna nieźle kombinować i kłamać. Niby to tylko drobne oszustwa, ale od nich się właśnie zaczyna.
Tablety są więc pochowane, telewizor i laptop ograniczony. I dzieci się jakieś grzeczniejsze zrobiły. Z chęcią poszły z matką rodzicielką na spacer. Chyba każdemu wyjdzie to na dobre. Nawet mogłabym stwierdzić, że już widać znaczną poprawę w zachowaniu najmłodszego członka rodziny. W ruch poszły klocki i inne zabawki, które od dłuższego czasu leżały gdzieś na dnie.
Ostatnimi czasy otaczają mnie też cyferki. I nie chodzi o rachunki, zakupy, lata czy czas. Pomagam kuzynce w remanencie. A że u mnie z matmą lepiej niż z polskim, nawet nieobowiązkową matmę na maturze pisałam, nie jest to dla mnie uciążliwe, wręcz przeciwnie, sprawia mi to jakiegoś tam rodzaju radość. Niby mała "rzecz" a cieszy.
Dziś krótko, bo od rana do teraz siedziałam w towarzystwie cyferek. A tu obiad trzeba szykować.
Aaaaa zapomniałam napisać.
Nie wytrzymałam dziś, weszłam z rana na wagę. Zaniemówiłam. Waga taka sama jak przed świętami. Więc chyba nie ma źle. Nie taki diabeł straszny.. ;)

Subskrybuj:
Posty (Atom)







