poniedziałek, 9 listopada 2015

choroba chorobą chorobę pogania..

tak to jest z tą pogodą, że wszystko co złe się do nas dosmerfowuje.
przez ostatni miesiąc gościliśmy u siebie chyba wszystko co możliwe
było:
  •  przeziębienie dość mocne
  • liszaj zakaźny
  • podrażnienie trzustki
  • kaszel alergiczny
 to i teraz przyszła pora na grypę jelitową. to początki, starszak zaczął, więc na razie jest 1-3 dla nas. i oby nie było gorzej..
 
PODPIS

sobota, 7 listopada 2015

VIzir Go Pods i mój udział w kampanii EveryDayMe

zostałam wybrana na Ambasadora kapsułek do prania Vizir Go Pods dzięki EveryDayMe
 z racji, że od dłuższego czasu używałam tylko kapsułek, bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła.
zawartość paczki wyglądała mniej więcej tak:
 
 
 
oczywiście do paczki załączone zostały również ulotki informacyjne
dziwnym zbiegiem okoliczności starszak poplamił nową, białą bluzę dżemem z jagód
już spisywałam ją na straty, a tu taka niespodzianka.
plama zeszła, przy użyciu magicznej Vizirowej kapsułki.
zdjęcia felernej plamy nie zrobiłam, ale tutaj musicie mi uwierzyć na słowo, nie ma po niej śladu.
 
dzięki temu magicznemu pudełeczku i jego cennej zawartości moje pranie pachnie nie tylko zaraz po wypraniu, ale także kilka dni po, gdy zakładam je po raz kolejny.
 
 
 
odkąd pierwszy raz użyłam kapsułki Vizir'a do prania, inne nie są brane pod uwagę. 
Wcześniej używałam kapsułek z Persil'a, ale one nie radziły sobie z każdymi plamami.
 
od dziś tylko VIZIR GO PODS!
 
PODPIS

piątek, 6 listopada 2015

Czy istnieje idealna kawa?

 

 Moje podniebienie takowej zasmakowało, a oto krótka historia..

 
 
 
 
Sama już nie pamiętam dnia w którym zapragnęłam zostać posiadaczką ekspresu ciśnieniowego do kawy. Oczywiście z jasnych dla mnie przyczyn - smak świeżo zmielonej kawy nie przebije żadna inna fusiara zrobiona w tradycyjny sposób! Dlatego jakiegoś roku szukałam sobie po forach odpowiedniego modelu dla mnie. I znalazłam ten idealny!
Do tej pory miałam styczność z dwoma firmami, Saeco i DeLonghi, dlatego na wstępie właśnie między tymi dwoma firmami wybierałam. Z racji że z Saeco znamy się dłużej i wizualnie bliższy jest mojemu sercu postawiłam na tą właśnie firmę. Uwielbiam pić świeżo zmieloną kawę ze spienionym mlekiem, dlatego postawiłam na model HD8753/84. I może nie tylko dla tego. Ale o tym za moment.
Pierwsze wrażenie jakie wywarł na mnie sam wizualny wygląd był bardzo na plus. Nie był za duży gabarytowo do mojej kuchni , jak i nie tracił się w niej zupełnie. Od razu znalazł swoje miejsce. Sama instalacja przebiegła, ku mojemu zdziwieniu, bardzo sprawnie. Podstawka + ekspres + kabel = koniec. Szybko? Oczywiście że tak. Książka w dłoń, czytam pierwsze uruchomienie. Kawa, woda, kontakt, włącznik start i machina ruszyła. W instrukcji pierwsze uruchomienie dokładnie opisane, obrazkowo oczywiście też przedstawione, gdzie co i jak po kolei zrobić. Więc bez zastanowienia "wyparzyłam" wnętrzności, by mimo późnej godziny (zbliżała się 22.00) zrobić sobie pierwsze cappuccino. I tak oto nadeszła wiekopomna chwila, dzieciaki zbiegły się zobaczyć nowy cud techniki. Do pojemnika wlałam mleko, jeden guzik i kawa się robi. Ta prostota jest dla mnie niezwykle ważna, ponieważ już nie muszę robić mężowy kawy, z wielką przyjemnością robi ją sobie sam. Drugą jakże ważną cechą tego ekspresu jest to że serwuje mi gorące mleko. Dzieciaki wstają do szkoły, ja włączam ekspres, do kubka wsypuję kakao, mleko się leje, dzieciaki zadowolone, a ja nie mam już problemu z przypalonym garnkiem czy straconym czasem by pilnować żeby mleko mi czasem nie uciekło. Trzecią również istotną zaletą mojego Saeco jest możliwość zapamiętania ustawień swojej ulubionej kawy, i jest to również niezwykle proste. Dzięki temu dostosowuję sobie kawę do pojemności kubka jaki posiadam. Kolejnym plusem jak dla mnie jest możliwość przedłużenia gwarancji na okres lat 4rech za niewielkie pieniądze, co też uczyniłam.
Ekspres miał być mój, a wyszło na to że korzysta z niego cała rodzina. I chyba właśnie o to chodzi, zadowoleni domownicy i zaoszczędzony czas to dla mnie super rozwiązanie.
 
By nie przedłużać oto najważniejsze cechy mojego ekspresu
- łatwa obsługa
- zapamiętanie ustawień ulubionej kawy
- niewielkie [jak dla mnie] gabaryty
- gorące kakao
- cicha praca w porównaniu do ekspresów które znam
- dobrze spienione mleko.
 
Na koniec mej opinii wypowiem się na temat kilku zarzutów pod kątem tego cudu techniki.
- Mleko kiśnie po dwóch dniach w pojemniku? Jaki jest czas na wypicie mleka po otwarciu kartonu? Na moich napisane "Po otwarciu przechowywać w warunkach chłodniczych nie dłużej niż 48h". I teraz zapewne padnie hasło czy po każdej kawie wyjmować pojemnik i chować do lodówki. Ja tego nie robię, nie wlewam mleka na maksa jak wiem że nie zużyję całego w ciągu dnia. Pod koniec dnia myję pojemnik i problemu nie ma.
- Głośna praca młynka? Istnieje młynek do kawy który mieli kawę na cicho? Chciałabym taki zobaczyć.
- trudna obsługa? No kurcze jeden guzik kawa zrobiona, co w tym trudnego?
 
Mogłaby, tak wymieniać bez końca, ale po co. Dla mnie to ideał. Teraz po kilku miesiącach użytkowania wiem, że gdybym miała wybierać jeszcze raz, zapewne byłby to Saeco.
 
 PODPIS

czwartek, 5 listopada 2015

kontrola sanepidu, czyli przyjechała mama..

nie wiem jakie macie relacje ze swoimi mamami, ale wiem jaką miałam i jaką mam teraz z moją.
moi rodzice wyprowadzili się 3-4 lata temu na wieś, jakieś 300km ode mnie, kiedy to ojciec mógł pozwolić sobie na emeryturkę.
i ja zauważyłam taką zależność, że owszem wcześniej jak mama mieszkała blisko było dobrze ale szału nie było, dupy nie urywało. ale wiele się zmieniło na lepsze, kiedy nie mieszkamy tak blisko siebie. i to nie tylko w stosunkach między nami, ale także między moimi rodzicami a panem mężem. a co lubię najbardziej odkąd się wyprowadzili? święta Bożego Narodzenia.
Zeszłoroczne były pierwszymi, jakie spędziliśmy wszyscy u mamy, a mówiąc wszyscy mam na myśli siebie, pana męża, moje bąki, siostrę z mężem i córą, drugą siostrę i jej dwójkę dzieciaków oraz siostrę i jej syna. trochę nas było, można się nawet pokusić o stwierdzenie tłoczno i ciasno, ale gdy byliśmy wszyscy te święta były takie wyjątkowe. i mam nadzieje, że te zbliżające się do nas wielkimi krokami będą takie same, na co się wstępnie zapowiada.
 
wracając do tematu posta
od dzisiaj u mnie kontrola sanepidowska, jakości itd. przyjechali do mnie rodzice, z racji wizyty mamy u specjalisty w poniedziałek. przy okazji poodwiedza starych znajomych, nacieszy się wnukami, których niestety na co dzień nie ma, ale także poklecha ze mną od tak inaczej, nie przez słuchawkę telefonu.
oczywiście z tą kontrolą to taki żarcik. aczkolwiek lekko mi wstyd, bo przez przeciągający się remont nie mam posprzątanego mieszkania tak jakbym tego chciała. i nie powiem, że się na sobie zawiodłam, bo wiem, że gdyby mnie nie dopadła choroba, wszystko byłoby przygotowane tak jak sobie to w głowie poukładałam.
może perfekcyjnie wysprzątane nie jest, za to upiekłam dziś resztkami sił roladę i tort bezowy. zrobiłam dość smaczny obiad i jak zawsze nie pozwoliłam mamie na pomoc przy obiedzie, czy posprzątanie po nim. w końcu jest moim gościem, więc niech siedzi i delektuje się ciszą, jaka tutaj panuje.
 
teraz z innej beczki.
mieszkając w wieżowcu pięcioklatkowym i dziesięciopiętrowym nie trudno o jakiekolwiek spięcia z sąsiadami. takowe miałam dzisiaj
jak to miewam w zwyczaju wieczorami wychodzę z suką moja na spacer. tym razem mama towarzyszyła mi podczas naszej mini wycieczki po parku. ledwo wyszliśmy z klatki, gdy do mego piesa podbiegł inny, strzelam że z pierwszej klatki [ja 5]
kiedy był już blisko, a suka ma zorientowała się, że ktoś chce ją poniuchać, zaszczekała sobie jak to ma w zwyczaju. na co ten drugi pies zareagował chęcią pogryzienia jej. nie powiem że się nie zdenerwowałam kiedy widziałam zębiska "kleo" na mej paskudzie. pies był na spacerze z dzieckiem, wiek okołogimnazjalny, puszczony luzem, bez smyczy czy kagańca. jako, że należę do osób natury zołzowatych, nie omieszkałam krzyknąć do tej dziewczyny żeby sobie pilnowała psa, bo do mojego skacze, że pies powinien być prowadzony na smyczy a nie, ze podlatuje do tych które idą jak należy. oczywiście swoje pod nosem odburknęła, zapięła piesa na smycz, a nasza trójca oddaliła się w kierunku parku.
kiedy już wchodziliśmy do klatki, ojciec tej dziewczyny zapytał matki mej dlaczego krzyczy po jej dziecku. na co ja nie mogłam zostać obojętna. od razu powiedziałam, że to ja krzyczałam, bo jak miałam zareagować skoro "kleo" chciała gryźć moją sukę. oczywiście pan się wypierał że na pewno jego pies nie mógł być do tego zdolny bo to bardzo spokojny pies, więc to jest niemożliwe, wszystko sobie zmyśliłam po to, żeby się po biednym dziecku wydzierać. tacy ludzie są dla mnie chorzy. na koniec naszej jakże miłej wymiany zdań, pan powiedział "żeby mi to było ostatni raz"
z podniesionym ciśnieniem zatem udałam się do domu
 
a na koniec coś z tych lepszych informacji
* choroba mnie powoli opuszcza
*śpię już w swojej własnoręcznie wyremontowanej sypialni
*czuję się gotowa do dalszego działania!
 
a tymczasem dobranoc!
PODPIS,

wtorek, 3 listopada 2015

Chory chłop to zły chłop..

choroba mnie nie opuszcza, zaprosiła swoich znajomych. i właśnie teraz chciałabym mieć gorączkę, ale ja mam zawsze po górkę, więc osłabienie mnie nawiedziło. A ja chciałabym mieć gorączkę, wziąć tabletkę na zbicie i czuć się znacznie lepiej, ale się  nie da.. ale i tak nie to jest najgorsze.
pan mąż też "umiera". I nie ważne, że ja się źle czuje, że nie mam jak oddychać, że płuca mnie bolą. Najważniejsze, że on umiera. On się źle czuje. Ja tam zawsze dam sobie radę, dnia wolnego od "domu" wziąć nie mogę.
o 12 wybieram się do lekarza, w dwóch osobach, jako ja i jako pan mąż.
obstawiam, że nie jest to zwykłe przeziębienie.
Jak byłam mała, choć teraz dużo większa nie jestem, dużo chorowałam, zapalenia płuc, oskrzeli, tydzień w szkole, dwa tygodnie w domu. Ale im byłam starsza, tym wszystko jakoś ustępowało. Teraz antybiotyki biorę może raz na rok, jak mnie tak porządnie złapie. Aczkolwiek po każdym, nawet tym najsłabszym przeziębieniu, kaszel zostaje ze mną na dłużej, taka moja przyjaciółeczka. Ale to z racji astmy, którą posiadam, więc to kwestia przyzwyczajenia.
 
mam do napisania tyle postów, tyle opinii, ale nie potrafię, nie mam czasu, ochoty.
jedyne na co muszę mieć czas, to na ogarnięcie mieszkania
za dwa dni przyjeżdża inspekcja
a ja ciągle w czarnej dziurze
do tego te cholerne choróbsko mnie opóźnia.
ale spokojnie, kto da radę jak nie ja?
 
dam radę!
PODPIS

poniedziałek, 2 listopada 2015

psik kich, czyli przypałętane choróbsko

piątkowym wieczorkiem leżąc w łóżku już wiedziałam co rano napiszę
dokładnie krok po kroku układałam sobie w głowie plan działania na sobotę
i oczywiście wszystko się pozmieniało.
to że kaszlałam od ponad miesiąca to standard, zawsze ciężko mi się po przeziębieniu pozbyć kaszlu z racji mojej astmy. no i nie pozbędę się jeszcze jakiś czas.
zatkał mi się nos, odrywa się kaszel, czyli żegnaj końcu przeziębienia a witaj początku!
chyba tylko ja mogłam mieć takiego pecha.
nie zasiadłam jednak na laurach, ja nie facet, jak jestem chora owszem wiele mi się nie chce, ale wiem że zrobić trzeba to robiłam.
wprawdzie posta nie napisałam, nie spełniłam w 100%tach swojego planu, ale swoje zrobiłam
pomalowałam cały pokój i głównie malowanie zajęło mi większość soboty, ale spieszyć się trzeba bo w czwartek przyjeżdżają goście, więc nie dość że ogarnąć trzeba sypialnie do końca to jeszcze reszte, coby nie wyszło, że ze mnie taka perfekcyjna pani domu jak z koziej dupy trąba.
poodpoczywałam wczoraj, jeśli tak to można nazwać.
do prawie pierwszej w nocy z panem mężem oglądaliśmy telewizję
ale dzisiaj od rana trzeba zakasać rękawy i sunąć do roboty.
więc kończę pić swoją kawę idealną i lecę, bo samo się niestety nie zrobi.
 
tak więc znikam pośród męczącego kaszlu, i mega kataru..
PODPIS

czwartek, 29 października 2015

Kocie co tam w robocie? czyli moje wygrane kubeczki od Belvity

Jeśli masz ochotę za 10zł zjeść ciastka i mieć szansę wygrać kubek termiczny, który i wygląda, i jest użyteczny, nic trudnego. Idź do sklepu, kup ciastka Belvity za min. 10zł [nie zapomnij zabrać paragonu!] idź do domu i na tej stronie zarejestruj swój paragon. Zostały 3 losowania 2, 9 i 16 listopada. Ja wysłałam zgłoszeń 4ry, czyli dokładnie tyle ile u mnie członków rodziny, i dzięki temu każdy zyskał swój kubeczek.
 
 
u mnie już dwa są, niestety takie same.
ale jak to się mówi "darowanemu koniowi.. " itd. ;)
Przekonana byłam że będą to zwykłe kubeczki
jednak informacja zawarta w środku kubeczka poinformowała mnie że jest to kubek termiczny
oczywiście dla mnie lepiej, w razie choroby czy przeziębienia będzie z czego pić herbatkę z miodem ;)
plus kubeczka jest też taki,
że jak kotów nie lubimy,
to obrazek wyrzucimy,
i po problemie ;)
 
 
a na koniec chyba najlepsze, ale najmniej realne ;)
o ile kubków do wygrania jest 12 000
to można jeszcze wygrać swojego Adama
OPLA ADAMA
niestety sztuk jeden
losowanie 16 listopada.
 
także jakby co na niego nie liczcie
zwinę go sobie ja ;)
 
Pozdrawiam
PODPIS

wersja do druku